W biurowej kuchni zawsze stoi stos jakichś kubków i zawsze ktoś narzeka, że albo ich brakuje, albo jest ich za dużo. Obserwuję to od lat i przyznaję, że moje zdanie na ten temat zmieniało się kilka razy, zależnie od tego, czy akurat sprzątałem po spotkaniu z klientem, czy szukałem czystego kubka o ósmej rano. Kubki plastikowe wzbudzają we mnie emocje, których nie umiem do końca uporządkować, bo ich zalety są oczywiste, a wady równie łatwo zauważyć. Poniżej opisuję, co o nich myślę po latach pracy w różnych miejscach, i zaznaczam, że to moje subiektywne wrażenia, a nie ogólna reguła.
Dlaczego biurowy zestaw kubków wywołuje u mnie sprzeczne emocje?
Z jednej strony wiem, że jednorazowe naczynia generują odpady, które da się łatwo ograniczyć, i nie lubię patrzeć na pełen kosz po każdym zebraniu. Z drugiej strony wiem też, jak wygląda biuro bez nich w dniu, w którym przychodzi dziesięć osób z zewnątrz, a zmywarka właśnie się zepsuła. Ten rozdźwięk sprawia, że nie umiem być zdecydowanym zwolennikiem ani przeciwnikiem, i wolę mówić o proporcjach niż o zakazach.
Co mnie przekonuje w jednorazowych naczyniach?
Największym argumentem za jest wygoda przy sytuacjach niecodziennych. Gdy do firmy przychodzą goście, szkolenie trwa cały dzień albo ktoś zostaje po godzinach, jednorazowe naczynia zwalniają mnie z myślenia o zmywaniu i o tym, czyj kubek stoi w zlewie od trzech dni.
Do sytuacji, w których doceniam kubeczki plastikowe jednorazowe, należą na przykład:
- wizyty klientów, którym nie chcę podawać herbaty w kubku z nadrukiem sprzed kilku lat;
- szkolenia i warsztaty z dużą liczbą uczestników;
- dystrybutor wody na korytarzu, przy którym ludzie zatrzymują się tylko na chwilę;
- imprezy firmowe, na których ilość naczyń trudno przewidzieć;
- okresy, w których z różnych powodów nie ma dostępu do zmywarki.
Co mnie w nich irytuje?
Najbardziej przeszkadza mi cienka ścianka, która przy gorącej kawie parzy dłoń. Kubki plastikowe do kawy bywają różne i trzeba przyznać, że część z nich ma wzmocniony brzeg, ale w biurowych szafkach zwykle leżą najtańsze modele, które po nalaniu wrzątku wyginają się i stają się niewygodne w użyciu. Mam wrażenie, że ten drobiazg psuje poranek częściej, niż ktokolwiek chce przyznać.
Drugim problemem są kubki zostawiane po spotkaniach. Pojawiają się na parapetach, w sali konferencyjnej, przy drukarce i zawsze w momencie, gdy ktoś szuka miejsca na dokumenty. Jednorazowe naczynie bez wyznaczonego miejsca na odpady staje się źródłem bałaganu szybciej, niż można przypuszczać, i dlatego uważam, że osobny pojemnik przy stole konferencyjnym jest równie ważny jak sam zapas kubków.
Gdzie wolę naczynia wielorazowe?
W codziennej pracy bez wątpienia lepiej sprawdza się własny kubek, który stoi na biurku i nie wymaga niczyjej pomocy. Nie trzeba go uzupełniać, nie trzeba wyrzucać po jednym użyciu, a poza tym lepiej trzyma ciepło. Poniższe zestawienie pokazuje, jak widzę podział w różnych sytuacjach, choć każdy zespół może dojść do innych wniosków.
| Sytuacja | Moja preferencja | Dlaczego |
| Codzienna kawa przy biurku | kubek wielorazowy | trzyma ciepło, nie generuje odpadów |
| Woda z dystrybutora | kubek lub butelka własna | mniej śmieci przy dużej liczbie użyć |
| Wizyta klientów | jednorazowe lub porcelana | zależy od charakteru spotkania |
| Szkolenie na kilkadziesiąt osób | jednorazowe | brak czasu na zmywanie |
| Kawa na wynos | plastikowe kubki z pokrywką | zamknięta pokrywka chroni dokumenty |
Jaki kompromis wydaje mi się rozsądny?
Przez lata doszedłem do wniosku, że sensowne jest połączenie obu podejść zamiast wybierania jednego z nich za wszelką cenę. Nie jest to rozwiązanie, które mogłoby się spodobać każdemu, ale w praktyce działa lepiej niż twardy zakaz albo pełna swoboda.
W moim wyobrażeniu wygląda to mniej więcej tak:
- Każdy pracownik dostaje własny kubek wielorazowy lub przynosi swój z domu.
- Jednorazowe naczynia trzyma się w jednym miejscu i używa tylko przy gościach oraz szkoleniach.
- Kubki plastikowe 100 sztuk w jednym opakowaniu kupuje się raz na kilka miesięcy, a nie co tydzień.
- Przy sali konferencyjnej stoi osobny pojemnik na zużyte kubki.
- Co jakiś czas sprawdza się, ile opakowań zeszło, i dopasowuje zapas do rzeczywistego zużycia.
Moje zdanie na koniec
Nie uważam, żeby plastikowe kubki jednorazowe były z natury złe, choć nie bronię ich nadużywania. Najwięcej sensu mają tam, gdzie ich użycie jest okazjonalne i zaplanowane, a najmniej tam, gdzie zastępują zwykłe przyzwyczajenie, by raz w tygodniu umyć własny kubek. Pewnie niejeden czytelnik ma na ten temat inne przemyślenia, i dobrze, bo właśnie takie różnice ułatwiają znalezienie rozwiązania, które będzie pasowało do konkretnego zespołu. Ja sam ciągle uczę się, ile jednorazowych naczyń naprawdę potrzebuję w pracy, a ile to tylko wygodny odruch.

