Kilka lat z szydełkiem – co zmieniłabym w swoich wyborach?

Zaczęłam szydełkować z jednym szydełkiem aluminiowym numer 4, kupionym razem z pierwszą włóczką. Przez kilka lat to szydełko towarzyszyło mi przy większości projektów i byłam przekonana, że różnica między szydełkami jest kwestią rozmiaru i niczego więcej. Myliłam się – i zdałam sobie z tego sprawę dość późno. Ten artykuł opisuje moje doświadczenia z szydełkami przez kilka lat szydełkowania – co okazało się ważne, kiedy tego nie rozumiałam, i co zrobiłabym inaczej, gdybym zaczynała od nowa.

Pierwsze szydełko – i co z niego wyciągnęłam

Pierwsze szydełko aluminiowe numer 4 było w porządku. Pracowało równo, haczyk był precyzyjny i przez pierwsze projekty nie miałam zastrzeżeń. Problem pojawił się, kiedy zaczęłam szydełkować dłużej – przez godzinę lub więcej. Po jakimś czasie zaczęłam odczuwać napięcie w palcach i nadgarstku, którego początkowo nie kojarzyłam z szydełkiem. Myślałam, że trzymam za mocno.

Dopiero kiedy znajoma pożyczyła mi swoje szydełko z gumową rączką na jeden wieczór, zrozumiałam, że to nie był wzór ani moje napięcie. Aluminiowa rączka o średnicy kilku milimetrów wymaga ściskania palcami przez cały czas pracy i ta kumulacja napięcia przez godzinę jest realna. Gumowa rączka rozkłada ten nacisk inaczej i różnica jest natychmiastowa. Gdybym zaczynała od nowa, od razu kupiłabym jedno lub dwa szydełka ergonomiczne zamiast zestawu standardowych aluminiowych. Pierwsza godzina z ergonomicznym szydełkiem kosztuje więcej, ale każda kolejna godzina to różnica w komforcie, która się kumuluje.

Drewniane szydełko – miłość i rozczarowanie

Po kilku miesiącach z aluminium kupiłam drewniane szydełko – ładne, ciepłe, o przyjemnym zapachu drewna. Przez pierwsze tygodnie było moim ulubionym narzędziem. Potem pękło. Przy niezbyt forsownej pracy, przy szydełkowaniu grubszą włóczką przez ciasny splot – numer 3,5 z cienkiej rączki drewnianej po prostu nie znosi dużych sił poprzecznych.

Drewniane szydełka dobrze sprawdzają się przy rozmiarach od 5 mm wzwyż, gdzie rączka ma wystarczającą grubość. Przy cienkich numerach drewno jest ryzykownym materiałem, szczególnie przy twardych włóczkach i gęstych splotach. Kupiłam potem drewniane szydełka numer 6 i 8 i te działają świetnie – ale do dziś przy cienkich projektach wracam do aluminium bez żalu.

Zestaw szydełek kontra pojedyncze – mój błąd na początku

Przy trzecim lub czwartym miesiącu szydełkowania kupiłam zestaw dwudziestu szydełek aluminiowych w etui, za niewielką cenę. Wydawało się rozsądne. Przez kilka tygodni byłam zadowolona.

Potem zauważyłam, że szydełka z zestawu mają nieco inny kształt haczyka niż moje pierwsze szydełko kupione osobno. Oczka przy tym samym numerze i tej samej włóczce wychodziły mniej regularne. Przy projektach dekoracyjnych to nie był problem. Przy projekcie, gdzie rozmiar miał znaczenie – był.

Tanie zestawy szydełek mają zmienny standard produkcji. Nie jest to reguła dla wszystkich zestawów, ale przy najtańszych opcjach to ryzyko jest realne – i niestety widoczne dopiero w pracy, a nie przy zakupie. Przy pierwszych zakupach lepiej wydać te same pieniądze na dwa lub trzy szydełka dobrej marki niż na dwadzieścia szydełek nieznanego producenta.

Odkrycie szydełek z haczykiem inline

Po roku szydełkowania trafiłam na szydełka z haczykiem inline – haczyk w linii z trzonkiem, a nie zagięty pod kątem jak w standardowych szydełkach. Kupiłam z ciekawości i bez oczekiwań.

Przy amigurumi – małych wypchanych zwierzątkach szydełkowanych w spiralę – haczyk inline okazał się wyraźnie łatwiejszy do prowadzenia przez ciasne oczka. Standardowy haczyk zagięty przy wkładaniu w gęste sploty wymaga nieco innego ruchu. Różnica jest subiektywna i nie każdy ją odczuje, ale dla mnie przy amigurumi zmiana była na tyle wyraźna, że zostałam przy szydełkach inline do tych projektów. Przy innych – wracam do standardowych.

Co bym powiedziała sobie sprzed kilku lat?

Kilka rzeczy, które zmieniłyby moje wczesne decyzje:

  • ergonomia rączki ma znaczenie od samego początku, a nie dopiero po roku szydełkowania i pierwszych bólach nadgarstka;
  • drewniane szydełka przy cienkich numerach łamią się – przy dużych rozmiarach warto, przy małych – ostrożnie;
  • jeden projekt wykonany na dwóch różnych szydełkach tego samego rozmiaru natychmiast pokazuje, czy masz szydełka dobrej jakości;
  • szydełko, z którym nie lubisz pracować, będzie sabotować nawet najprostszy projekt.

Ta ostatnia obserwacja brzmi miękko, ale jest konkretna: złe narzędzie nie tylko spowalnia – wpływa na napięcie oczek, na regularność splotu i na to, czy w ogóle masz ochotę sięgać po robótkę wieczorem. To nie jest filozofia, to mechanika.

Przechowywanie – rzecz, o której pomyślałam za późno

Przez kilka pierwszych lat szydełka trzymałam w kubku ceramicznym na biurku. Działało – szybki dostęp, wszystko widoczne. Problem pojawił się, kiedy szydełek przybyło i zaczęły stukać o siebie haczykami. Po jakimś czasie aluminiowe szydełka miały drobne wgniecenia przy haczykach.

Haczyk szydełka jest elementem, który warto chronić przed uderzeniami – deformacja haczyka zmienia sposób, w jaki wchodzi w oczka, i jest trudna do zauważenia bez porównania z nowym szydełkiem.

Teraz trzymam szydełka w etui z oddzielnymi komorami. Powinnam była to zrobić od początku. Etui kosztuje mniej niż kilka nowych szydełek i zajmuje mniej miejsca niż kubek z połową kolekcji posplątanej razem – i nie rozumiem, dlaczego tak długo odkładałam tę zmianę.

Szydełka dostępne w ofercie sprzedażowej w tym miejscu.

kordian Autor